Męska Gdynia 2022
Dzień 9
Kolejny dzień z namiotu wyrzuciło nas palące słońce, które nie pomagało w składaniu obozowiska ☀️🥵
Pierwsze paręnaście kilometrów przebijaliśmy się przez Białystok rozbijając na czynniki pierwsze odmianę nazwy tej miejscowości, z którą nie do końca się zgadamy 😜 Musimy przyznać, że bardzo nam ten przejazd przez centrum odpowiadał. W ogóle jesteśmy zdania, że to całe Green Velo to mogło by być lepiej zaprojektowane… Bo jak już człowiek jedzie, któryś tam dzień z rzędu przez pola i lasy to wjeżdżając w „mikrocywilizajcę” ze sklepem, to mógłby go szlak poprowadzić przez „centrum” a nie 400 metrów dalej „obwodnicą”… 😕 Ale na wywody dotyczące całości szlaku przyjdzie czas w podsumowaniu wyjazdu…
Po paru kilometrach ciągnących się małymi miejscowościami szlak przerodził się w ścieżkę rowerową poprowadzoną wzdłuż autostrady… 🛣️ Ku naszemu zaskoczeniu jakoś wcale nam to za bardzo nie przeszkadzało – a wręcz przeciwnie – potraktowaliśmy to jako kolejne urozmaicenie monotonnej czasem trasy.
Żar lał się z nieba 🥵 a my niepotrzebnie dorobiliśmy parę zbędnych kilometrów chcąc zwiedzić Muzeum Oręża Polskiego w Tykocinie. Niestety na reklamie przy głównej drodze ktoś zapomniał dopisać, że czynne jest ono tylko w niedzielę… 😩
Zbliżając się do Biebrzańskiego Parku Narodowego, od miejscowych panów 🥴 pod sklepem niczym z „Rancza”, dowiedzieliśmy się, że „zapasy cza zrobić, bo przez 40 kilometrów nie ma sklepu…”. Więc napakowaliśmy sakwy niezbędnymi rzeczami i ruszyliśmy dalej w głąb Parku na poszukiwanie łosi.
Noc spędziliśmy pod uroczą leśniczówką, w miejscowości gdzie nie było nic oprócz zajazdu z przepysznym makaronem ze szpinakiem… 🍜😁
P.S. Na koniec pękły mi okulary więc od jutra jadę na ślepo 😭😵🥺😩😭

























0 komentarzy