Męska Gdynia 2022
Dzień 7
Kolejny dzień ruszyliśmy w drogę.
Pierwsza część dnia kilometrami ciągnęła się prze lasy, gdzie co rusz przejeżdżające wojskowe samochody ciężarowe przypominały nam, że jesteśmy zaraz przy granicy z Białorusią. Mijane prawosławne cerkwie i sklepy z „tamtej epoki” nadawały charakterystyczny klimat podróży.
Planując tegoroczną podróż, codzienny kilometraż tak naprawdę wyznaczały nam miejsca noclegowe. Jeśli nie ma konieczności to nie lubimy spać po krzakach, dlatego staramy się jechać od campingu do campingu. Rysując dokładną mapę nie wszędzie udało mi się dodzwonić czy napisać. I tak było w tym przypadku… Dziś zorientowaliśmy się, że zdjęcia i komentarze dotyczące pola namiotowego na którym mieliśmy spać, są z 2017 roku… Telefonu nikt nie odbierał… 😕
Druga część trasy, to były jak to nazywamy „szybkie szutry” 😁 Leśne drogi ciągnące się przez las, czasem nawet i przez 5 kilometrów bez żadnego zakrętu. Niby nudno ale nie do końca. Ten rodzaj szlaku ma coś w sobie. Jechaliśmy w milczeniu ale już nie tym wywołanym wczorajszym kryzysem, tylko zauroczeni magią tego miejsca. Mimo nakładającego się zmęczenia i końcówki dnia, co chwilę naciskaliśmy mocniej na pedały. „Siedząc sobie na kole” jechaliśmy niczym „ucieczka” w jakimś gravelowym ultra (tylko wolniej 😜)
Było bosko…
Na finiszu przywitało nas pole namiotowe nad jeziorem, które na szczęście nieprzerwanie od 2017 roku nadal funkcjonuje… 😁

















0 komentarzy