Męska Gdynia 2025 : Kraków 🇵🇱 – Triest 🇭🇺
Męska Gdynia ’25 – Dzień 6
Rudava
– Wiedeń ![]()
Spokojna noc, choć nie wyspaliśmy się jakoś super. Po lekkiej modyfikacji planu na najbliższy dzień ruszyliśmy w drogę.
Wiedzieliśmy, że początek trasy to główne drogi, zero atrakcji i raczej dziś wielu zdjęć nie narobimy… ale szczerze mówiąc, to początek trasy był wyczekiwaniem godziny 10.00 i publikacji list osób przyjętych do szkół ponadpodstawowych…


Wybiła dziesiąta… hamowanie tuż przy wysypisku śmieci… nie ważne – logujemy się… problemy z internetem… nie, to problemy z zasięgiem… nie, to problemy ze stroną z wynikami…! No trudno – jedziemy dalej – sprawdzimy później…
Z telefonem na kierownicy jechaliy patrząc by nie zaliczyć rowu…
Jest!!! informacja na WhatsApp, że udało się dostać tam, gdzie były plany… ![]()
I jakoś się zaczęło jechać nagle lżej… z uśmiechem na ustach mijały kilometry… tablica graniczna kolejnego państwa
…było pięknie…
oczywiście do czasu… ![]()








Gdy znów wjechaliśmy na wał, przed oczami mieliśmy wczorajsze kamienie…
na szczęście nie – tu asfalt przeplatał się z szutrem, a szuter z asfaltem… a asfalt z szutrem…. i szuter z asfaltem … ![]()
![]()
i gdy mówi się czasem „a droga nie miała końca…” to w tym przypadku ten koniec miała… i znaliśmy go dokładnie…
Trzydzieści kilometrów jazdy wałem, pod silnym wiatr, z którego nie było widać nic, oprócz drzew… Śmialiśmy się, że jedyną atrakcją jest woda w bidonie, którą pijemy co pięć kilometrów…
To był koszmar… zastanawialiśmy się czy gdy dojedziemy do Salzburga, czyli de facto początku naszego głównego celu, to nie będziemy już mocno umęczeni całym tym dojazdem… ![]()
Wał na szczęście się skończy a camping na obrzeżach Wiednia przywitał nas pysznym obiadem, pralką i upałem… ![]()








0 komentarzy