Męska Gdynia 2025 : Kraków 🇵🇱 – Triest 🇭🇺
Męska Gdynia ’25 – Dzień 12
Ranshofen
-> Salzburg ![]()
Dzień dwunasty… Przejechane już ponad 1100 kilometrów… Mieć pecha, to mało powiedziane… ![]()
Po nocy, przez którą przeszła niespodziewana ulewa ruszyliśmy w drogę…
Między szutrami snującymi się zaraz przy brzegu rzeki a ścieżkami prowadzącymi przez leśne wzniesienia, trafiały się takie perełki jak miasto Burghausen. Pełne murów, zamków i drewnianych mostów robiły na nas niesamowite wrażenie.












Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów do Salzburga były jednak szutrem prowadzącym wzdłuż rzeki, praktycznie bez większych zakrętów, przez który pędziliśmy niczym wiatr. Pełne słońce, wiatr w plecy i mocne dociskanie korby… ale nie mogło być za dobrze…
– „Tata… znów zeszło powietrze…”
– „No chyba żart…?!”
– „Nie no, sam zobacz…”
I faktycznie, czwarty kapeć…
No trudno – pięć kilometrów od Salzburga przymusowa przerwa. Szybka zmiana dętki, znalezienie „winowajcy” w postaci wbitego szkła w oponę i decyzja o kupnie nowej opony w Salzburgu…
– „Tata, ale ta pompka nie chce się wykręcić z wentylka…”
I jak by „kapcia” było mało, okazało się, że końcówka wentylka ułamała się i została w pompce… Po wielu próbach pozostało tylko siłowe rozwiązanie… i tak zostaliśmy z kolejną zniszczoną dętką i pompką nie nadającą się do użytku…
Kolejna zmiana dętki i wyczekiwanie na przejeżdżającego rowerzystę z pompką, który jak na złość nie chciał nadjechać… W perspektywie ewentualny dwukilometrowy spacer do najbliższego sklepu rowerowego…












W między czasie odratowaliśmy jednak naszą pompkę i ruszyli do Salzburga na zakupy rowerowe…
Na szczęście udało się nam co nieco Salzburga zobaczyć, a wieczór spędzić przy magicznym zachodnie słońca z widokiem na góry . . . ![]()








0 komentarzy