Męska Gdynia 2025 : Kraków 🇵🇱 – Triest 🇭🇺
Męska Gdynia ’25 – Dzień 16
Villach
-> Gemona ![]()
Słabo przespana noc… Cały czas lało, a pioruny budziły od czasu do czasu… poranek w deszczu… ![]()
Zapowiadane „okienko pogodowe” miało pojawić się dopiero o 11… Udało się zebrać i ruszyć w drogę… Znów zaczęło lać… ![]()
To już chyba była końcówka naszej cierpliwości… po minie Patryka widziałem, że nie ma to już dla niego nic wspólnego z przyjemnością i chyba obaj chcieliśmy być całkiem w innym miejscu…
Próbowałem rozładować napięcie… wymyślałem na szybko, podśpiewując mało mądre rymowanki
obgadywaliśmy nic nie rozumiejących (miejmy nadzieję
) napotkanych Austriaków… wszystko by nie myśleć o padającym deszczu…
I nagle przełom – niczym wielki napis SMILE na niebo wkroczyło słońce…
Jak gdyby Italia chciała przywitać nas i ugościć piękną pogodą… a granica państwa, to był dopiero początek tego dania… ![]()










Pierwsze kilometry prowadzone przez las… parę lekkich wzniesień… Okejjj, ale jakoś nic nadzwyczajnego… Dopiero parę kilometrów dalej się zaczęło…
Idealny asfalt prowadzony raz tunelem, raz wiaduktem, a raz wysoko nad miastem… a wszystko w objęciach gigantycznych gór… Generalnie „ochów” i „achów” nie było końca…
Śmialiśmy się, że jeszcze nigdy nie przejechaliśmy tylu kilometrów bez pedałowania… bo około siedemdziesiąt kilometrów było w większości z lekkiej gorki… ![]()
Długie chłodne tunele, po wyjechaniu z których parowały okulary, robiły niesamowite wrażenie…. Wysokie wiadukty pozwalały lepiej dostrzec ogrom gór… a całość krajobrazu ledwo pozwalała skupić się na drodze…
Generalnie – PE – TAR – DA…! ![]()
Wieczorem w miejscowości Gemona nie mogło oczywiście zabraknąć włoskiej pizzy, by nabrać sił, bo w końcu jutro Adriatyk . . . ![]()

























0 komentarzy