Męska Gdynia 2023
Dzień 12
Po jednodniowym odpoczynku nad zalewem Klimkówka ruszyliśmy w stronę Podkarpacia.



Dojeżdżając do przejścia granicznego w Koniecznej skręciliśmy w szutry prowadzące do Radocyny. Po przejechaniu niedaleko szczytu Małego Beskidu i zjechaniu na dół skończyły się przyjemności tego dnia… ![]()
„Gdzie jest portfel….?!” ![]()
Jeszcze 8 kilometrów wcześniej kupowaliśmy oscypki w bacówce w Zdyni, a teraz z przerażeniem obawialiśmy się, że będzie to koniec naszego wyjazdu… Zgubione dowody osobiste mogły postawić pod znakiem zapytania nasz sierpniowy wyjazd za granicę… ![]()
Korzystając z sytuacji Patryk został w ośrodku Rowerowa Radocyna z wszystkimi sakwami, a ja na pusto ruszyłem by przeczesać ostatnie kilometry naszej trasy…
Szanse wydawały się niewielkie. Akurat ostatni odcinek naszej drogi to wysokie trawy i kamieniste strome podjazdy, w których szary portfel łatwo mógłby się zakamuflować…
Udało się… Po sześciu kilometrach leżał na środku drogi jakby zdawał się na mnie czekać… ![]()
Po powrocie do Patryka ruszyliśmy dalej.













Niestety wydłużony czas podróży spowodowany przejściami z portfelem, nie pozwolił nam dojechać na miejsce przed zapowiadanymi burzami… ![]()
![]()
Lało tak mocno i nie zapowiadało się na szybki koniec, dlatego postanowiliśmy zrezygnować z campingu i znaleźć kwaterę. Przemoczeni dojechaliśmy do pensjonatu i zameldowali się w pokoju. Po ciepłym prysznicu i wskoczeniu w suche ciuchy zeszliśmy do restauracji na kolację, gdzie przywitało nas piękne słońce
po burzy zostały już tylko ogromne kałuże i przepięknie parujące lasy…
No cóż, przynajmniej rano nie trzeba będzie składać namiotu… ![]()


1 komentarz
Kol3ktor · 21 grudnia, 2024 o 3:53 pm
Chciałbym wyrazić wdzięczność za klarowność w przekazie. Artykuł jest napisany w sposób, który pozwala uniknąć nieporozumień, jednocześnie dostarczając kompleksowej wiedzy.